niedziela, 3 czerwca 2012
Miniaturka
"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość." - Hymn o miłości, św. Paweł z Tarsu
Ula Cieplak zawsze była nad wyraz wrażliwą osobą. Wypłakała w swoim życiu więcej łez niż niejeden przeciętny człowiek w jej wieku. Płakała gdy zwolnili ją z pracy, płakała po śmierci mamy, płakała gdy znajomi ze szkoły ją wyśmiewali, płakała gdy pokłóciła się z Maćkiem, płakała... Teraz także płakała, jednak zgoła innego powodu. Jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się płakać z miłości. Zawsze żartowała, że jak już będzie się miała w kimś zakochać, to przynajmniej wybierze odpowiedniego kandydata. Oczywiście doskonale wiedziała, że chociaż doskonały kandydat byłby na wyciągnięcie ręki, to ona zakocha się w tym, na pewno nie doskonałym. Serca nie było łatwo przekonać do swoich racji, a Ula Cieplak szczególnie miała z tym problem, ulegała porywom serca zdecydowanie za często, i może dlatego była aż tak wrażliwą osóbką. Nie narzekała by na to, gdyby serce podejmowało choć trochę rozsądne i racjonalne decyzje co do potencjalnego wybranka. Gdyby mogła zakochać się w tym kim chce, nie miałaby problemu. Zakochałaby się w jakimś przystojnym brunecie, z dołeczkami w policzkach i stalowych oczach, jednak nie mógłby być on Markiem Dobrzańskim. W nim zdecydowanie nie chciała być już zakochana. Jej serce po raz kolejny podjęło nierozsądną decyzję, nawet nie pytając o zdanie. Marek - zakochała się w nim, a on w podły sposób zranił ją i wykorzystał jej uczucia. A ona mimo to nadal nie umiała przestać kochać tego łajdaka. Mimo tego co jej zrobił najbardziej pragnęła wtulić się w jego ramiona, znowu mieć to poczucie bezpieczeństwa, poczuć jego zapach, dotyk, smak ust... Jednak jeśli tą chwilę znowu miałby przerwać telefon od jego narzeczonej, to ona wolała już żeby ta chwila wcale nie nadeszła. Przecież obiecywał jej tyle razy, że zerwie z Pauliną... ale jakoś nigdy nie dochodziło to do skutku. A czego ona się spodziewała? Przecież jej nie kochał!
- Córciu, ktoś do ciebie.
- Kto? - zapytała z obojętnością w głosie. Nie chciała nikogo widzieć, a już na pewno nie chciała narażać nikogo na widok swojej zapłakanej twarzy i smug po makijażu, który nakładała ostatnio niczym warstwę ochronną przed otaczającym ją światem.
- Marek - odpowiedział. Jej serce na chwilę zastygło, a potem ruszyło z niewiarygodną prędkością. Nie chciała żeby widział ją w takim stanie, nie chciała dawać mu satysfakcji, że cierpi przez niego. - Wpuścić go? - Z zamyślenia ponownie wyrwał ją głos ojca. Nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Sięgnęła z szafki po paczkę chusteczek.
- Wpuść - odpowiedziała cicho. Szybko wytarła z twarzy czarne smugi tuszu do rzęs i starała się zatamować potok łez spływający po jej policzkach. Udało jej się dość szybko uspokoić, więc spojrzała wyczekująco na drzwi jej pokoju.
Marek odetchnął z ulgą, gdy pan Józef powiedział, że może wejść. Tak właściwie to nie wiedział co mógłby jej powiedzieć. Pewnie bardzo zdziwiła się jego wizytą. Zapukał, po czym otworzył drzwi jej pokoiku. Spojrzał na dziewczynę siedzącą na tapczanie. Nie patrzyła mu w oczy, jednak i bez tego mógł zauważyć, że gromadzi się w nich pełno łez. Poczuł uścisk w gardle. Nie chciał żeby przez niego płakała. Doskonale wiedział, że zrobił źle.
- Co tu robisz? - zapytała ze spokojem. Wyczuł jednak w jej głosie tyle smutku, że chyba o stokroć bardziej wolałby żeby wykrzyczała mu prosto w twarz jak bardzo go nienawidzi i kazała się wynosić.
- Przyszedłem porozmawiać - odpowiedział starając się nawiązać z nią kontakt wzrokowy, jednak uciekała od jego wzroku.
- Nie powinieneś być w Mediolanie? - zapytała. - Jutro ślub - dodała ciszej z wyczuwalnym smutkiem w głosie.
- Ślubu nie będzie - powiedział niepewnie zbliżając się do niej. - Zerwałem z Pauliną - dodał. Niepewnie zajął miejsce obok niej na tapczanie, jednak odsunęła się od niego na bezpieczną odległość. Westchnął cicho, jednak doskonale ją rozumiał. Ula nie należała do dziewczyn, które wybaczą mu od razu, chociażby ze względu na to, że zerwał z panną Febo. - Dla ciebie. Ula, ja...
- Marek przestań - zaprotestowała słabo. - Nie obchodzi mnie to...
- Nie wierzę, że cię to nie obchodzi - stwierdził. Spojrzała na niego niepewnie. Bała się tego co może od niego usłyszeć. - - Ula, ja naprawdę żałuję tego co zrobiłem. Przyznaję, na początku byłem z tobą tylko dla weksli, dla kredytów. Dałem się ponieść idiotycznym pomysłom Seby. Wiem, to żadne wytłumaczenie. Nie chciałem tego robić, nie chciałem cię ranić, ani się z tobą spotykać. Najpierw te pocałunki, potem restauracja jak przyłapała nas Paula, palmiarnia, nawet jeszcze „truskawki”… Wtedy nie chciałem tego. Jak przyjechał Bartek to wtedy pierwszy raz coś poczułem. Może nie było to jeszcze tym co czuję teraz, ale coś na pewno. A poza tym byłem strasznie zazdrosny i martwiłem się o ciebie. Chociaż oczywiście wmawiałem sobie, z pomocą Seby, że ja po prostu nie chcę żeby on się do ciebie zbliżył przez te weksle… Potem cały czas coś się ze mną działo, ale ja tego nie zauważałem. Nad Wisłą, zrozumiałem, że ja… Że mi… Że mi na tobie zależy. I już nie chciałem cię oszukiwać. Mówiłem sobie, że tylko do zarządu, a potem to już będzie pięknie. Chociaż wiedziałem, że tak nie do końca. SPA. Tam nic nie udawałem. Tam właśnie z taką mocą dotarło do mnie, że ja ci…
- Marek… - przerwała mu. Zobaczył jej w oczach łzy. – Starczy już, proszę.
- Ulka, daj mi chociaż dokończyć.
- Nie! Nie chcę tego słuchać.
- Ulcia proszę. Kilka słów. Już powiedziałem tą najgorszą prawdę. Teraz będzie tylko lepiej. Proszę.
Spojrzała mu w oczy. Był zdenerwowany, bał się, że nie pozwoli mu dokończyć. Kiwnęła niemrawo głową dając mu pozwolenie na skończenie swojego wywodu.
- Dzięki. Więc… W SPA nic nie udawałem. I nie żałuję niczego co się tam stało. Wiesz… Po naszej nocy nad Wisłą dopiero zaczynałem wszystko rozumieć, że jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym, że naprawdę mi na tobie zależy. Ale w SPA… Tam zrozumiałem coś jeszcze. I cały czas, każdego dnia coraz bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu. Uluś…
Wstał z zajmowanego miejsca i kucnął przed tapczanem zajmowanym przez Ulę. Po kilku próbach udało mu się nawiązać z nią kontakt wzrokowy.
- Z dnia na dzień, co raz bardziej rozumiem pewną rzecz. Patrzę na nas i myślę sobie, że po raz kolejny, gdy w życiu przytrafiło mi się coś naprawdę dobrego, pięknego, wspaniałego, czy… - Pokręcił głową nie mogąc znaleźć słów. – To znowu musiałem to zepsuć. Nigdy jakoś się tym specjalnie nie przejmowałem. Zawsze wiedziałem, że życie mnie aż nadto rozpieszcza i, że nie muszę o nic walczyć bo zaraz przyjdzie drugie. Ale jestem przekonany… Wiem, że drugi raz nie będę czuć czegoś takiego co czuję do ciebie. I wiem, że jeśli nie zawalczę o ciebie i o to uczucie to cię stracę. I nie przyjdzie drugie, nie ma zamiennika. Bo to jest jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne, najpiękniejsze… Ula. – Złapał ją za rękę. Nawet się nie opierała. – Nigdy czegoś takiego nie czułem. Nigdy. Paulina czy modelki… To nie było to. I…
Dobra, wysłów się w końcu.
- Ulcia… - Spojrzał jej głęboko w oczy. W jej piękne, błękitne, trochę smutne, ale jednocześnie wyrażające nadzieję, oczy. – Ja… Kocham cię – wyznał. Czuł jak w klatce piersiowej łomocze mu serce. Tak bardzo chciał, żeby uwierzyła, żeby wybaczyła. Nadal patrzył w jej oczy widząc zmieniające się w nich uczucia. Nogi lekko mu już drętwiały, ale nie zmienił pozycji. – Wiem, że cię zraniłem i, że tego tak po prostu nie da się zapomnieć. Wiem, że musiałbym bardzo się starać żeby znowu odzyskać twoje zaufanie. Ale… Jestem na to gotowy. Nie wymażę tego co się stało, ale chcę naprawić to co mogę i, mam nadzieję, że to nadal jest między nami. Ja nie chcę tego stracić, ale oczywiście zrozumiem jeśli ty… Jeśli ty nie będziesz chciała mnie więcej znać. Wcale bym ci się nie dziwił. Ale Ula… Wybaczysz mi? – zapytał z nadzieją. Na twarzy Uli przez chwilę nie zobaczył żadnych emocji. Bał się, że jego najgorsze przypuszczenia się spełnią i, że Ula powie mu żeby zostawił ją w spokoju. Na tę myśl poczuł niebezpieczną wilgoć pod powiekami. Nie chciał żeby Ula zobaczyła łzy w jego oczach ale nie odwrócił wzroku. Ula otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność, i po upływie zaledwie kilkunastu Markowi wydawało się, że czeka już tak całą wieczność z łzami w oczach, łomoczącym sercem, zdrętwiałymi nogami, patrząc w oczy ukochanej kobiety, która właśnie w tym momencie podejmowała jedną z najważniejszych decyzji w życiu ich obojga.
- Marek ja… Naprawdę nie wiem co mam powiedzieć, jak zareagować, co zrobić… Zaskoczyłeś mnie i…
Zajrzała mu głębiej w oczy. Widziała, że skutecznie hamuje łzy. Widziała też, że naprawdę ją kocha, że on już nie kłamie. Kilka razy próbowała coś powiedzieć, ale zawsze wydało jej się to nie tym co chciała. W końcu tylko lekko pokiwała głową, tym samym rozwiewając wszelkie obawy Marka. Uśmiechnął się lekko. Dopiero teraz gdy cała ilość stresu z niego uleciała poczuł jak bardzo bolą go nogi od ciągłego kucania. Spojrzał jej w oczy. Patrzyli na siebie dłuższą chwilę. Ze swoich oczu mogli wyczytać wszystkie uczucia. W końcu Marek lekko się podniósł, usiadł na łóżku obok Uli i mocno ją przytulił. Odwzajemniła uścisk. Teraz oboje się uśmiechali. Po chwili się lekko od siebie odsunęli. Markowi uciekła jedyna łza, jednak nie przejął się tym. Teraz najważniejsza była kobieta siedząca obok niego.
- Przepraszam Ula. Za wszystko. Za to, że cię zraniłem, za… Za to, że przeze mnie płakałaś...
- W porządku. Marek… Powiesz mi jedną rzecz?
- Co tylko zechcesz.
Uśmiechnęła się lekko.
- Dlaczego ja a nie Paulina?
- Szczerze?
Pokiwała głową.
- Nie wiem. Po prostu… Z Paulą byłem z wielu powodów, wspólna firma, wspólne dzieciństwo, rozmowy… Do tego wszyscy wymagali od nas tego związku. Naturalną koleją rzeczy było małżeństwo. Podobało mi się, wiesz. Spędzę noc z jakąś dziewczyną, potem wrócę do domu, przeproszę i po wszystkim. I tak ciągle. Było mi po prostu wygodnie. Poza tym miałem zapewniony dodatkowy glos w zarządzie. Może i ją w pewnym sensie kocham. Ale tylko jak siostrę.
- A ze mną?
- A ty właśnie jesteś dla mnie taką zagadką. Bo oczywiście mogę wymieniać twoje zalety w nieskończoność, ale wiesz, że w miłości nie chodzi tylko o to, że ktoś jest fajny, sympatyczny, czy nie wiadomo jaki jeszcze. Nie ma prawidłowej definicji miłości. A nas łączy coś takiego, czego w żaden prosty sposób nie umiem wytłumaczyć. Kocham cię. Za wszystko i pomimo wszystko. Kiedy jesteś smutna, ja też, kiedy się śmiejesz, ja jestem najszczęśliwszy na świecie… Ulcia. To nie jest takie proste, tak po prostu zdefiniować bardzo skomplikowane i silne uczucie. Potrzebowałbym na to kilku lat, jeśli nie więcej. Ale wiedz, że zmieniłem się. Dla ciebie. Ty mnie zmieniłaś. I obiecuję, że nigdy już nie będziesz musiała przeze mnie płakać.
Przytulił ją do siebie i pocałował w czoło. Był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
- Dziękuję.
- Za co?
- Za to, że tu jesteś, że mi wybaczyłaś… Za wszystko.
Uśmiechnęła się lekko i spojrzała mu w oczy. Widziała jak na dłoni, że on rzeczywiście ją kocha. Widziała, że ta jego długa wypowiedź była szczera od początku do końca.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz