„Dopóki śmierć nas nie rozdzieli”
Rozdział 1
Który raz stała tam szukając wspomnień
Obserwując tamtych dni gasnący płomień
Nie ma już i nie będzie tego więcej
Jak rozmawiać z zachodzącym dźwiękiem
Obserwując tamtych dni gasnący płomień
Nie ma już i nie będzie tego więcej
Jak rozmawiać z zachodzącym dźwiękiem
Siedziała na tarasie z
podkulonymi pod brodę kolanami. Wpatrywała się w szalejącą na dworze wichurę.
Drżała lekko smagana uderzeniami zimnego wiatru. Była ubrana zaledwie w cienki
top i dżinsy. Była zobojętniała na to, że marznie. Zza uchylonych drzwi
balkonowych słyszała sączącą się z radia muzykę. Wspomnienia przelatywały jej
przez myśli mimo tego, że starała się je stamtąd wyrzucić. Miała ochotę
przytulić się do kogoś, kto zrozumie co czuje, kto będzie potrafił powiedzieć,
że wszystko się ułoży tak, że da radę w to uwierzyć… Przymknęła oczy
wspominając swojego narzeczonego. Wiedziała, że nie przyjdzie do domu, nie
przytuli jej, nie pocałuje, już nigdy. Jakieś pół godziny temu wróciła z
pogrzebu, na którym pogoda doskonale odzwierciedlała jej nastrój. Cały czas
powstrzymywała targające ją emocje, ale nie potrafiła długo tak wytrzymać.
Rozszlochała się.
***
Kto wysłucha jej, kto zrozumie
Kto poczuje to co tylko ona czuje
Nie ma szans rozdział trzeba zamknąć
Warto ogrzać się żeby nie zamarznąć
Kto poczuje to co tylko ona czuje
Nie ma szans rozdział trzeba zamknąć
Warto ogrzać się żeby nie zamarznąć
Usłyszała dzwonek do drzwi. Wiedziała kto to,
więc nie zawracała sobie głowy doprowadzaniem się do porządku. Uchyliła drzwi
nawet nie patrząc przez wizjer. Uśmiechnęła się przez łzy do stojącego na
korytarzu mężczyzny. Odwzajemnił lekko jej uśmiech. Wpuściła go do środka i
pozwoliła mu przytulić się do siebie. Wtuliła się w niego i rozpłakała.
Wiedziała, że przy nim może pokazać co ją boli. Rodziny nie chciała martwić,
przyjaciółkom nie chciała się zwierzać, Maciek nie potrafił jej pocieszyć.
Dopiero Marek potrafił sprawić, że podniesienie się po upadku było trochę
prostsze.
- Dziękuję, że przyszedłeś. Napijesz się czegoś?
– zaproponowała. Widział, że jest jeszcze roztrzęsiona.
- Zrobię nam herbaty, a ty usiądź.
Spojrzała na niego z wdzięcznością. Marek
przygotował im po herbacie, po czym wrócił do przyjaciółki.
- Jak się czujesz? – zapytał ostrożnie dobierając
słowa.
Westchnęła ciężko. – Okropnie – przyznała. – Nie
mogę się pozbierać.
Objął ją po przyjacielsku. – Na pewno nie chcesz
urlopu? Naprawdę to nie byłby żaden problem, a ty byś odpoczęła. Co ty na to?
Pokręciła głową wbijając wzrok w filiżankę
herbaty trzymaną w dłoniach. – Jeśli nie będę pracować, to ciągle będę myślała
o Piotrze i wtedy nigdy się nie pozbieram.
- W każdym razie gdybyś zmieniła zdanie, to od
razu powiedz. Myślę, że chociaż kilka dni bez pracy zrobiłoby ci dobrze, ale
jak chcesz.
Zauważył, że jest lekko zmarznięta. Nic dziwnego,
cienki top nie był dobrym strojem na wczesny listopad. Nakrył ją leżącym obok
kocem. Uśmiechnęła się do niego blado.
- Chcesz porozmawiać? – zapytał widząc, że Ula
nie może poradzić sobie ze wspomnieniami. Odwróciła lekko wzrok. Od razu
wiedział jaka jest odpowiedz. – Okej. Poukładaj to sobie najpierw.
- Dzięki.
Nagle rozdzwonił się jego telefon. Skarcił się w
myślach, za niewyciszenie urządzenia. Spojrzał na nią przepraszająco i wyszedł
do kuchni żeby odebrać. – Tak? Jestem u Uli. Paula, nie dramatyzuj. Chcę z nią
trochę pobyć. Tak, przed nocą wrócę – zapewnił. – Nic nie mówiłaś o tym, że
przyjdzie Aleks. Poza tym nie sprawia mi przyjemności oglądanie jego buźki –
zironizował. – Muszę kończyć. – Rozłączył się i wrócił do salonu. –
Przepraszam, to było ważne – rzucił do Uli.
- Jedź. Poradzę sobie.
Pokręcił głową siadając obok niej. – Ulka,
obiecałem, że trochę z tobą posiedzę. A poza tym spotkania z Aleksem… no, nie
sprawiają mi przyjemności.
***
Trzeba składać to łącznie z sobą samą
By wędrować nawet drogą rozkopaną
Gdzie ma szukać jeśli niebo nie pomaga
Wszystko inne tylko ona taka sama.
By wędrować nawet drogą rozkopaną
Gdzie ma szukać jeśli niebo nie pomaga
Wszystko inne tylko ona taka sama.
- Marek, na pewno sobie poradzę. – Uśmiechnęła
się do niego, jak jej się wydawało, przekonująco. On jednak widział, że
wolałaby nie być sama. – Jedź. Już wystarczająco długo ze mną siedzisz. Zaraz
położę się spać, a jutro zobaczymy się w pracy.
- No okej – westchnął. – Jakbyś czegoś
potrzebowała to daj znać.
- Jasne, dzięki. Do jutra.
- Do jutra. Trzymaj się.
Próbuję… - przeleciało jej przez
głowę. Pokiwała jednak głową. Gdy Marek ruszył schodami w dół zatrzasnęła za
nim drzwi. Westchnęła. Nie chciała zostawać sama bo nie wiedziała, że wtedy nie
będzie miała żadnego powodu, dla którego będzie udawać, że jest dobrze i znowu
się rozpłacze. Mimo to nie mogła zatrzymywać Marka, miał przecież swoje życie i
narzeczoną, ona była tylko jego przyjaciółką, nikim więcej. Wróciła do salonu i żeby jeszcze przez chwilę
zająć czymś myśli umyła filiżanki po herbacie. Usiadła na podłodze opierając się
plecami o kanapę. Wpatrywała się dłuższą chwilę w białe drzwi od pokoju, w
którym Piotr często załatwiał jakieś papierkowe sprawy – od jakiegoś czasu był
zastępcą ordynatora oddziału kardiologii i czasem zdarzało mu się zabrać pracę
do domu. Podniosła się z podłogi i weszła do gabinetu. Przełknęła łzy. Niemal
widziała go jak siedzi za biurkiem i uśmiecha się do niej znad laptopa.
Pokręciła głową i westchnęła cicho. Usiadła na jego fotelu i okręciła się na
nim tak, żeby mieć przed sobą okno. Ile razy zastawała go w takiej pozycji,
zamyślonego. Przyglądała się chwilę Warszawie pogrążonej w mroku. Wichura już
ustąpiła, ale pierwsze w tym roku płatki śniegu wirowały w powietrzu. Okręciła
się dookoła tak, że znowu miała przed sobą biurko. Z całych sił starała się nie
płakać gdy zobaczyła stojące na blacie zdjęcie jej i Piotra. Przymknęła oczy.
Mimo to po jej policzkach mimowolnie popłynęły łzy. Wbiła wzrok w przestrzeń
przed nią. Zobaczyła nagle album ze zdjęciami leżący na biurku. Piotr musiał
ostatnio go przeglądać. Uśmiechnęła się przez łzy.
Pytała "Co mam zrobić, co pomoże mi?
Ja nie mogę dłużej w takiej samotności żyć...
Mija tyle dni, wokół puste ściany.
Dlaczego musiał odejść ktoś tak kochany?"
Ja nie mogę dłużej w takiej samotności żyć...
Mija tyle dni, wokół puste ściany.
Dlaczego musiał odejść ktoś tak kochany?"
Otworzyła album na pierwszej stronie i chwilę
patrzyła na ich wspólne zdjęcie. Pokręciła głową. To wszystko było bez sensu,
bo zamiast pogodzić się z tym, że go nie ma, to jeszcze bardziej bolało. Podniosła
z jego fotela i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Odetchnęła głęboko.
Postanowiła wziąć szybki prysznic i położyć się do łóżka, może zdoła zasnąć.
***
Marek niechętnie wszedł do domu. Chwilę
nasłuchiwał w progu, ale na szczęście nie usłyszał nic co zwiastowałoby
obecność Aleksa. Zdjął marynarkę i buty, po czym przemknął do sypialni. Miał
nadzieję na to, że będzie mógł bezszelestnie udać się do łazienki, wziąć
prysznic i położyć się udając, że śpi i uniknąć awantury, niestety Paulina siedziała
na łóżku. Udał, że cieszy się na jej widok.
- Cześć
kochanie – rzucił. – Aleks już poszedł?
- Tak. Czekaliśmy na ciebie, ale nie wracałeś.
Wywrócił oczami. – Taaak, Aleks na pewno czekał
na mnie z utęsknieniem – zironizował. – Przecież ci mówiłem, że nie mam ochoty
spotykać się z twoim bratem.
Pokiwała głową patrząc na niego z wściekłością.
- No tak, wolisz siedzieć z Brzydulą.
Wywrócił oczami z westchnieniem. – Nadal ją tak
nazywasz? Myślałem, że to przezwisko umarło śmiercią naturalną jakieś dwa lata
temu – odparł. – Tak, wolałem siedzieć z Ulą, bo jest moją przyjaciółką i
potrzebuje wsparcia.
- A ty jesteś pierwszy chętny do pomocy. Nie ma
innych znajomych?
- Obiecałem jej, okej?! Przepraszam cię, ale
jestem zmęczony i nie mam ochoty na kłótnie – warknął i zamknął się w łazience.
Wziął prysznic i przebrał w piżamę. Oparł się o umywalkę i spojrzał w lustro. Pokręcił
głową z westchnieniem. Nie znosił się kłócić z Pauliną, jednak czasem nie dało
się inaczej. Była przewrażliwiona. Rozumiał to w końcu swego czasu miał z Ulą
romans. Mogłaby się jednak już przyzwyczaić, że Ula była z Piotrem, a on nic
nie kombinował, mało tego! Od czasu jak Ula odeszła nie zdradził Pauliny ani
razu. Zastanawiał się tylko nad jednym – po cholerę on do niej wracał? Teraz byłby
sam, ale nie musiałby się chociaż użerać z Paulą. Wyszedł w końcu z łazienki i
nie zważając na narzeczoną i położył się do łóżka udając, że zasypia.
***
Gdy jest ciemno, chłodny wiatr, ona wraca tam
Widzi jego, widzi siebie jak tamtego dnia
Przypomina sobie gwiazdy co spadają
One chyba jednak życzeń nie spełniają
Widzi jego, widzi siebie jak tamtego dnia
Przypomina sobie gwiazdy co spadają
One chyba jednak życzeń nie spełniają
Zasnęła dopiero nad ranem, a gdy się obudziła
było już dobrze po dwunastej. Westchnęła ciężko. Tak naprawdę to wcale nie
miała ochoty iść do pracy. Wiedziała, że Marek nie miałby jej za złe gdyby ten
raz jeszcze została. Jednak już kilka dni jej odpuścił. Im dłużej będzie
siedzieć w domu tym więcej zaległości sobie narobi, bo nie sądziła, że Viola
wzięła na siebie jej obowiązki. Sięgnęła telefon i wybrała numer do szefa.
Odebrał po czwartym sygnale.
- Hej Marek. Spóźnię się trochę, bo zaspałam –
rzuciła. – Nie, daj spokój, przyjdę. Odpoczęłam, wyspałam się dzisiaj. Mówiłam
ci już dlaczego nie chcę brać urlopu. Zaległości sobie tylko narobię… No nie
powiedziałabym, że się nie opłaca przychodzić, jeszcze pięć godzin pracy
zostało. Muszę kończyć, cześć.
Rozłączyła się i odłożyła telefon na szafkę.
Rzeczywiście chętnie zostałaby jeszcze w domu i odpoczęła, jednak doskonale
siebie znała i wiedziała, że im dłużej będzie sobie pozwalać na nie chodzenie
do pracy, tym więcej będzie wspominać i rozmyślać. Zwlekła się z łóżka, wzięła
prysznic, zjadła coś szybko i wyszła z domu nie zapominając o zamknięciu drzwi.
Wyszła z bloku i wtuliła twarz w szal chroniąc się przed podmuchami lodowatego
wiatru. Dotarła na przystanek autobusowy i sprawdziła rozkład. Autobus miał
przyjechać za jakieś trzy minuty więc zaczęła go wypatrywać, gdy nagle
zobaczyła znajome auto. Zmarszczyła brwi zaskoczona, jednak nie mogła
powstrzymać lekkiego uśmiechu.
- Co tu robisz? – zapytała. – Nie powinieneś być
w pracy?
- Wsiadaj – rzucił tylko otwierając jej drzwi od
środka. Gdy rozgrzała się już w ciepłym wnętrzu samochodu przeniosła na niego
wzrok.
- Nie musisz specjalnie wyrywać się z firmy, żeby
mnie podwozić – stwierdziła z przyganą. Nie powinien opuszczać posterunku z tak
błahego powodu.
- Daj spokój Ulka. Byłem na mieście, musiałem coś
załatwić w banku, miałem po drodze.
Pokiwała głową. – No dobra. Mam dużo zaległości?
– zapytała. W końcu przez ostatnie kilka dni w pracy nie pojawiła się nawet
raz.
- Zdziwisz się, ale nie. Viola wzięła większość
na siebie.
- Żartujesz? – Pokręcił głową. – No proszę. Miło
z jej strony. Będę musiała jej podziękować – stwierdziła. Marek spojrzał na nią
kątem oka.
- Jak się czujesz?
Westchnęła. – Dobrze – odparła przekonująco.
Przez ostanie kilka dni usłyszała to pytanie już tyle razy, że nauczyła się
odpowiadać na nie przekonująco.
Przez dłuższą chwilę milczeli wsłuchując się w
warkot silnika. W końcu dojechali do firmy. Marek wysiadł z windy już na
trzecim piętrze usprawiedliwiając się tym, że musi załatwić coś z
informatykami, a Ula pojechała na piąte piętro. Przywitała się z Anią i kilkoma
innymi ludźmi, po czym weszła do sekretariatu. Violetta gdy tylko ją zobaczyła
natychmiast porwała ją w objęcia.
- Jak się czujesz Ulka? – zapytała gdy już
wylewnie przywitała przyjaciółkę.
- W porządku. Naprawdę – dodała widząc, że Viola
patrzy na nią przenikliwie. – A właśnie. Dziękuję, że zajęłaś się moją robotą.
- Nie ma sprawy Ulka. – Machnęła ręką. - Na pewno wszystko okej? Gdybyś czegoś
potrzebowała, to wal jak w mur.
- Dzięki. Ale… wszystko gra. Jest dobrze –
skłamała po raz kolejny. Po chwili wrócił Marek. Stwierdził, że będzie u
siebie, po czym zamknął się w swoim gabinecie.
***
Chodź, powiedz mi jak bardzo tęsknisz
I jak zniszczony jest twój pamiętnik
Uwierz w to, że nikt tak nie znika
On wziął parę dni wolnych od życia.
I jak zniszczony jest twój pamiętnik
Uwierz w to, że nikt tak nie znika
On wziął parę dni wolnych od życia.
Jechali samochodem w kierunku jej domu
rozmawiając. Marek starał się ją zabawiać rozmową. Była mu za to wdzięczna, bo
musiała skupiać się na jego słowach, a nie na swoich myślach. Wiedziała jednak,
że gdy tylko zamknie za sobą drzwi od mieszkania już nie będzie udawała, że nie
cierpi, będzie płakać przez pół nocy. Spojrzała przez okno nie słuchając przez
chwilę swojego towarzysza.
- Marek, masz dużo czasu?
- Tyle ile będziesz znosić moje towarzystwo. A
co?
- Mógłbyś się na chwilę zatrzymać?
Spojrzał na nią zaskoczony, ale gdy zobaczył, że
patrzy w kierunku cmentarza, pokiwał głową ze zrozumieniem. Zaparkował w
pierwszym wolnym miejscu i zgasił silnik. – Zaraz wrócę – zapewniła.
- Nie spiesz się, poczekam.
Pokiwała głową i wysiadła z samochodu. Dłuższą
chwilę wpatrywał się w dziewczynę, aż nie znikła mu z pola widzenia. Wpatrywał
się w wirujące płatki śniegu, w dzieci szalejące na sankach, ludzi
sprzedających znicze nieopodal cmentarza. Spojrzał na zegarek. Ula nie wracała
od dłuższego czasu. Postanowił jej poszukać, było zimno, a nie chciał żeby się
rozchorowała, co było nieuniknione jeśli tak długo będzie przebywać na mrozie.
Wysiadł z samochodu i wszedł na teren cmentarza. Nie było tam bardzo dużo ludzi
i już po kilku minutach błądzenia pomiędzy nagrobkami dojrzał Ulę. Podszedł do
niej powoli.
- Wszystko okej? – zapytał gdy już był na tyle
blisko, że mogła go usłyszeć. Pokiwała głową.
- Tak. Wspominam sobie. – Uśmiechnęła się lekko.
- Jeśli chcesz być sama, to…
- Nie, nie przeszkadzasz – odparła. – Wiesz…
czasem myślę… - Zamrugała szybko kilka razy. – Czasem myślę, że to nie fair, że
Piotr zginął w tym wypadku a ja nie.
- Ula, nie mów tak – odparł natychmiast.
Delikatnie podniósł jej palcami głowę tak, że musiała na niego spojrzeć. – Nie możesz
tak myśleć. Wiem, że jest ci ciężko. Ale Piotr na pewno nie chciałby żebyś się
tak zadręczała.
Milczała przez chwilę.
- Jedźmy już – odezwała się po chwili.
- Dobrze.
Ruszyli wspólnie w kierunku wyjścia z cmentarza.
Muzyka:
Verba – Młode Wilki 5
Verba – Młode Wilki 7
Marciu.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że wróciłaś. Wróciłaś w wielkim stylu. Śliczne aczkolwiek bardzo smutne opowiadanie. Muszę przyznać, że pierwszy raz jest mi żal Piotra. Przedstawiłaś go jako dobrego człowieka (tak mniemam) który ginie w wypadku samochodowym. Dobrze, że jest Marek który pomaga Uli jakoś przez to przejść. W takich chwilach potrzebny jest przyjaciel. Samemu można osiwieć, dosłownie... Pomysł na opowiadanie bardzo fajny, oryginalny, chyba jeszcze takiego nie było. Ula i Marek = romans, później Ula i Piotr = związek, następnie Ula i Marek = przyjaźń. Czuję, że to opowiadanie będzie intrygujące, ba już jest! Mam już w głowie pewien obraz jak to pociągniesz dalej, ale nie będę nic pisać, cierpliwie poczekam na kolejne części. Zapomniałabym dodać, że perfekcyjnie dobrałaś muzykę. Co prawda nie słucham Verby ale słowa ich piosenek są adekwatne do sytuacji jaką opisujesz. Serdecznie Cię pozdrawiam i czekam na CD! :*:*:*:*:* :)
Shabii
UsuńNajpierw wypowiem się na temat muzyki ;) Ja Verby również jakoś specjalnie nie słucham, ale Młode Wilki moim zdaniem są wspaniałe. A szczególnie 5 i 7 część.
Ale teraz przechodzę już do rzeczy.
Ja również się cieszę, że wróciłam ;) Miałam ostatnio jednak tyle na głowie, że z niczym się nie wyrabiałam. Brakowało mi tego, żeby przysiąść wieczorem przed komputerem i napisać kilka słów.
Tak, Piotra przedstawiam tu jako dobrego człowieka, który bardzo kochał Ulę, planował ślub i niestety w nieszczęśliwych okolicznościach przyszło mu umrzeć.
Wiesz, powiem, że w serialu też mniej więcej tak było. Najpierw mieli romans, potem Ula była z Piotrem, a potem się zaprzyjaźnili. Tyle, że tu sytuacja przedstawiona jest dwa lata później, czyli wydarzenia serialowe miały miejsce dawno temu. Można by gdybać, czy Ula była w Bostonie z Piotrem, czy też nie. Można zastanawiać się jak odbył się pokaz FD Gusto bez romantycznej sceny na końcu. Nie planuję do tego wracać, ani tego opisywać.
Jestem w sumie ciekawa jak ty to sobie wyobrażasz. Ja ma ogólny zarys tego opowiadania. Kolejny rozdział postaram się dodać jak najszybciej. Może już w środę, bo mam wtedy wyjście klasowe i nie wracamy już do szkoły.
Dziękuję Ci za komentarz :*:*:*
Pozdrawiam
No w sumie masz rację. Gdybać nie będę, tak jak powiedziałam cierpliwie poczekam na CD. Obiecuję, że jeśli 'przewidzę' to jak chcesz to pociągnąć to nie omieszkam się tym pochwalić ;pp ;** Póki co nie chcę nic pisać, bo jeśli zgadnę to nie będzie już tego takiego zaciekawienia.Odbiorę sobie i innym chęć czytania a tego bardzo nie chcę :) :* Nie masz za co dziękować, zasłużyłaś! :) :* Odliczam dni do środy! :)
OdpowiedzUsuńMarcia.
OdpowiedzUsuńJestem bardzo, ale to bardzo pozytywnie zaskoczona. Pomysł - rewelacja. Chyba nie czytałam o czymś podobnym. Zaskakujące jest to, że to już dwa lata po tym słynnym pokazie, a jakby się nic nie zmieniło. To znaczy mam tu na myśli sytuację Marka. Chyba nigdy nie zrozumiem facetów. Jak on mógł wrócić to tej włoskiej Harpii? Mało mu było kłótni i scen zazdrości poprzednio? Czyżby nasz Mareczek lubił się umartwiać? Trochę ascezy jeszcze nikomu nie zaszkodziło, ale powrót do przeszłości w tym wypadku, to spora przesada.
Rozdział daje do myślenia. Ja mam kilka takich przemyśleń.
Po pierwsze. Skoro Marek tak bardzo kochał Ulę, dlaczego o nią nie walczył? Piszesz, że miał z nią romans. Czy wobec tego należy założyć, że zaliczył kolejną asystentkę bez żadnego zaangażowania uczuciowego?
Po drugie. Gdzie się podziała wielka miłość Uli do Marka? Teraz przedstawiasz ich jako dobrych przyjaciół. Wybaczyła mu? Ula to twarda sztuka i nie spłynęłoby po niej to jak po gęsi.
Po trzecie. Skoro była z Piotrem przez dwa lata, mieszkali razem pod jednym dachem, to jednak musiała go darzyć uczuciem. Świdczy też o tym ta wielka rozpacz po jego stracie.
Momentami mam wrażenie jakbym przeżywała deja vu, szczególnie powrót do awantur wszczynanych przez Paulinę, dalsze nazywanie Uli Brzydulą i ta włoska furia i zazdrość przy każdej scysji z Markiem. To dowodzi, że panna FE nie wyciągnęła żadnych wniosków z poprzedniej sytuacji i nadal pracuje na to, by Marek rzucił ją w diabły.
Tak zaintrygowałaś mnie tym rozdziałem, że aż mnie skręca, by jak najszybciej przeczytać dalszy ciąg. Mam nadzieję, że niedługo go dodasz.
Serdecznie pozdrawiam. :)
Gosiu
Usuń"Skoro Marek tak bardzo kochał Ulę, dlaczego o nią nie walczył? Piszesz, że miał z nią romans. Czy wobec tego należy założyć, że zaliczył kolejną asystentkę bez żadnego zaangażowania uczuciowego?" - Nie, nie, nie :) Akcja opowiadania dzieje się dwa lata później. Marek z Ulą się przyjaźnili, potem ona go pocałowała, romans - wiemy jak to było. Potem ona odeszła - to również wiemy, jak i to, że Marek o Ulę walczył z całych sił. W serialu na pokazie FD Gusto udało mu się ją odzyskać - tutaj coś nie wypaliło. Nie gdybam, nie planuję wracać do tamtego okresu z ich życia w opowiadaniu - może stwierdził, że Ula będzie szczęśliwsza z Piotrem. Kto go tam wie. I nie zaliczył kolejnej asystentki. W rozdziale jest napisane: "Była przewrażliwiona. Rozumiał to w końcu swego czasu miał z Ulą romans. Mogłaby się jednak już przyzwyczaić, że Ula była z Piotrem, a on nic nie kombinował, mało tego! Od czasu jak Ula odeszła nie zdradził Pauliny ani razu."
Miłość Uli do Marka nigdzie się nie podziała, nie uciekła, nie znikła. Przez ten okres jak była z Piotrem udało jej się go pokochać, a miłość do Marka zepchnąć, zamknąć, zapomnieć. Ona nie znikła, Ulka po prostu zdołała pokochać Piotra, więc miłość do Marka zeszła na drugi plan uznana za nierozsądną. Przez dwa lata zdążyła wybaczyć. Ula ma wielkie serce, nie chowa długo urazy tym bardziej, że Marek pewnie okazał się dobrym przyjacielem, jak widać w opowiadaniu.
Owszem, pokochała Piotra. Planowali ślub, coś ich łączyło. Rozpacza po jego stracie, owszem. Ale Marek jej pomaga. To właśnie ta jego pomoc i wsparcie będzie tu odgrywało kluczową rolę.
Mam nadzieję, że rozwiałam wątpliwości :)
Również pozdrawiam
Jej! Dawno nic nie komentowałam. Muszę Ci szczerze przyznać, że to dlatego, iż czekałam na ten własnie moment. Czytałam "Zakład", ale nie zaczęłam od początku, to znaczy, była już prawie połowa opowiadania, wróciłam na początek i przeczytałam sobie zaległości, żeby dalej już normalnie móc czytać, ale nie chciałam zaczynać komentowania tak ni z gruszki ni z pietruszki od połowy.
OdpowiedzUsuńDlatego też czekałam na twoje następne opowiadanie, żeby się znów włączyć do dyskusji:)
Verby też niespecjalnie słucham, ale "Młode Wilki V" uwielbiam, i jeszcze "Mogliśmy", ale mniejsza z tym :P
Świetny pomysł z tym opowiadaniem. Wszyscy przedstawiają Piotrka raczej w złym świetle, a ty jako przykładnego przyszłego męża (niedoszłego oczywiście). Szkoda mi go trochę.... Jedna rzecz mi tylko nie daje spokoju. W tym opowiadaniu zakładasz, że miłość Uli i Marka nigdy tak naprawdę nie istniała, czy jak? Bo nie wiem do końca jak mam się nastawiać.
Ciekawa jestem jak dalej się to wszystko potoczy.
Mam do Cb jedną prośbę. Jeżeli nie sprawi ci to kłopotu mogłabyś mnie poinformować o nowej notce?
http://brzydulaloveforever.blog.onet.pl
Pozdro Truskaweczka:***
Truskaweczko
UsuńCieszę się, że wróciłaś :)
Miłość Uli i Marka istniała. Zauważ, że akcja dzieje się dwa lata później. Kiedyś mieli romans, owszem. Potem Ula dowiedziała się o kłamstwach Marka, odeszła, poznała Piotra. Jest to jakby kontynuacja losów BrzydUli tyle, że nie pogodzili się na pokazie FD Gusto, ani nigdy. Zostali przyjaciółmi, Ula była z Piotrem, a teraz Piotr zginął w wypadku.
"Mogliśmy" nie znam, ale odsłucham.
Będę informować, tak jak i innych, żaden problem :)
Pozdrawiam :*:*:*
Marciu kochana!
UsuńWiem wiem że mieli romans, ale chodzi mi o to czy nigdy tak prawdziwie się nie kochali skoro się tak rozstali. Z miłości raczej nie może zrodzić się przyjaźń. A skoro Ula odpuściła, zresztą musiała kochać Piotra i to bardzo sądząc po jej zachowaniu. Marek też przecież gdyby ją naprawdę kochał to by o nią walczył. A oni tak po prostu przyjaźń?
PS
Odsłuchaj koniecznie:) Bardzo fajne jest:)
Buziaczki Truskaweczka:**
Truskaweczko
UsuńNikt nie powiedział że oni nadal się nie kochają. Przyjaźń była wedlug Ulki rozsadniejaza bo chronila przed ponownym zranieniem. Marek wudząc ze Ula uklada sobie zycie na nowo stwierdzil ze Ulka zdolala się odkochac a jako ze on nadal kocha to wolał sie z nią przyjaznic niz stracic jakikolwiek kontakt.
przepraszam za bledy ale pisze z telefonu.
pozdrawiam
Marcia
Piszesz, że do mmentu pokazu wszystko było tak jak w serialu zatem jakim cudem Ula wrociła do piotra skoro z nim zerwała i powiedziała mu ze go nie kocha i nie pokocha i że ich związek nie ma szans (wystarczyło tylko ze Markowi się coś stało);Bo nie powiesz ze Ulka z Pioterm nie zerwała, a watpie tez zeby Piotr wiedzac to wszystko i majac niejako namacalny dowod na to ze Ula kocha i cały czas kochała Marka, a jego od poczatku oszukiwała (zatem nie rózni sie niczym od Marka, a nawet jest gorsza swinia od niego bo on klamal za czyjas namowa, a ona z sama z siebie, z pełna premedytacja i majac tego pelna swiadomosc) nagle dal jej druga szanse i kolejny raz byl tym drugim.Tak jak nie wierze w ta milosc Uli do doktorka, juz raczej prawdopodobniejsze jest to ze tak dlugo sobie wmawiala ze cos czuje do piotra tudziaz, ze go kocha az sama w to uwierzyla choc nie ma to nic wspolnego z jej prawdzimymi uczuciami.Tak samo nierealne jest by Marek wrocił do febo wiedzac do czego jest zdolna, a przede wszystkim wiedzac jak to jest byc z kims z milosci, kochajac i jednoczesnie bedac kochanym.Mam nadzieje ze Marek szybko posle febo w diably i bedzie z Ulka,a Ulka nie bedzie robic nic naprzekor przeznaczeniu, ktorym jest bycie z markiem; tym bardziej ze raz juz to zrobila ladujac sie w zwiazek bez milosci z piotrem( ktorego podobno kochała), ale los to wyprostowal.Mam tylko nadzieje ze Ulka w tym swoim zacmieniu pseudomiloscia do piotra nie wpakowala mu sie do lozka, bo to juz by bylo przegiecie.
OdpowiedzUsuńMarcia.
OdpowiedzUsuńU mnie nowa notka. Zapraszam.
Marcia.
OdpowiedzUsuńU mnie nn. Zapraszam.
Marcia.
OdpowiedzUsuńU mnie nowa część. Serdecznie zapraszam.
Marcia.
OdpowiedzUsuńWłaśnie dodałam na blogu nowy rozdział. Zapraszam.
Marcia.
OdpowiedzUsuńZapraszam na nową część u mnie.
Marcia.
OdpowiedzUsuńU mnie nn. Zapraszam.
Marcia.
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na nn.
Nie było mnie, bo nie miałam internetu, ale czytałam wszystko na bieżąco w telefonie. Piękne, smutne, ale piękne. Dobrze, że Marek jest teraz przy Uli i ją wspiera. Straciła kogoś bardzo, bardzo bliskiego. Coś mi się wydaje, że zarówno Ula dla Marka jest bardzo ważna jak i Marek dla Uli. Ona najpierw musi się pozbierać jakoś, ale myślę, że będą z Markiem razem. To, że Marek ma narzeczoną, to akurat w tej sytuacji nie przeszkadza. Opisałaś to tak, że absolutnie wczułam się w sytuację, podziwiam Cię za zbudowanie nastroju. Czekam na kolejne notki i mam nadzieję, że powieje optymizmem trochę :) Serdecznie pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńMarcia.
OdpowiedzUsuńZapraszam na nową notkę. Pozdrawiam.
Marcia.
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowe rozdziały.
Marcia
OdpowiedzUsuńU mnie nowa część. Zapraszam.
Zapraszam na kolejną część opowiadania.
OdpowiedzUsuńU mnie na blogu pojawiła się nn - zapraszam :D
OdpowiedzUsuńkawi :)
U mnie nowy rozdział. Zapraszam.
OdpowiedzUsuńU mnie nowa część. Zapraszam.
OdpowiedzUsuń44 year-old VP Sales Ferdinande Franzonetti, hailing from Trout Lake enjoys watching movies like Stargate and Beekeeping. Took a trip to Tyre and drives a Savana 3500. powiedzial
OdpowiedzUsuń