f„Zakład”
Rozdział 17
I don't know where I'm at
I'm standing at the back
and I'm tired of Whiting
I'm standing at the back
and I'm tired of Whiting
(Nie wiem na czym stoję
będąc gdzieś na uboczu
zmęczony ciągłym czekaniem.)
będąc gdzieś na uboczu
zmęczony ciągłym czekaniem.)
Wróciła do firmy przetwarzając w myślach słowa
Marka. Nie chciała i nie mogła mu uwierzyć i znowu dać się oszukać. Musiała się
odizolować i zapomnieć o nim raz na zawsze. Nie mogła rozpamiętywać tego w
nieskończoność. Musiała się odkochać. To nie mogło być takie proste, ale
przecież nie mogła już zawsze być w nim zakochana, nie mogła tęsknić za nim
nieustannie. W końcu przecież przestanie, na pewno. Pokręciła głową. Nie mogła
o nim myśleć. Musiała zapomnieć już teraz, Ostatni tydzień był okropny dla
niej, bo kochała i nienawidziła jednocześnie. A teraz gdy go zobaczyła schowała
miłość, a pokazała mu, że go nienawidzi, on jednak wyznał jej miłość… Nie
wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Wolałaby nigdy go nie spotkać i mieć
spokój. Albo przynajmniej nie poddać się mu, nie dać się rozkochać. Ale nie
udało jej się to i teraz miała za swoje. Ale mimo to, że ją zranił, to nadal
nie potrafiła przestać go kochać, a po tym co od niego usłyszała było to
jeszcze trudniejsze. Westchnęła cicho gdy usłyszała pukanie do drzwi. Nie miała
nastroju na rozmowy z kimkolwiek, a już na pewno nie z Markiem – wątpiła
jednak, że to on przyszedł.
- Proszę.
Do gabinetu wszedł, ku jej zdziwieniu, Sebastian.
Spojrzała na niego pytająco. Raczej nie kontaktowali się zbyt, nie było takiej
konieczności. Kontakty z nim ograniczyła do niezbędnego minimum.
- O co chodzi? – zapytała, gdy Olszański dłuższy
czas się nie odzywał. Spojrzał na nią porozumiewawczo. – Jeśli chodzi o Marka,
to możesz wyjść z mojego gabinetu nawet teraz.
- Ula, on się męczy.
Pokręciła głową. – On się męczy… A ja? Jak Marek
się męczy to ja mu mam od razu wybaczać, a to, że mnie oszukał to już się nie
liczy? Seba, naprawdę daj spokój. Już dzisiaj rozmawiałam z Markiem. I mam
serdecznie dość na jeden dzień.
Waiting here in line
hoping that I'll find
what I've been chasing
hoping that I'll find
what I've been chasing
(Czekam w kolejce
z nadzieją że jeszcze znajdę
to co tak ścigam)
z nadzieją że jeszcze znajdę
to co tak ścigam)
Marek stał w kuchni i wpatrywał się beznamiętnie
w przyjaciela siedzącego na kanapie. Od momentu gdy Sebastian wszedł do jego
mieszkania Marek ani razu się nie odezwał. Zupełnie nie wiedział co ma mu
powiedzieć. Sebastian nie rozumiał niczego i zdziwił się, że nie ponaglał go w
zwierzeniach, a potem nie zaciągnął do klubu.
- Marek… byłem u Uli.
A może Seba rozumiał jednak więcej niż mu się
wydawało?
- Co ci powiedziała? – zapytał domyślając się, po
co Sebastian do niej poszedł.
- Ma do ciebie żal za to, ze ją oszukałeś.
- Tyle wiedziałem – westchnął. – Nie wiem Seba,
ja… ja nie potrafię. Potrzebuję jej w swoim życiu, kocham ją nad życie… nie
wyobrażam sobie, że jej nie będzie. Ale skoro ona nie chce, skoro mnie odrzuca
to chyba powinienem się odizolować i odkochać, może… może spróbować ułożyć
sobie życie na nowo…
- Chcesz się poddać? Marek… przemyślałem ostatnio
trochę rzeczy i zrozumiałem w końcu, że ją kochasz. Ale skoro trafiła ci się w
końcu taka miłość, to chcesz się poddać?
- Sebastian… czegoś takiego nie można wybaczyć.
Zerwałem z nią „bo do siebie nie pasujemy”, a chwilę po tym ona dowiedziała się
o zakładzie… - Podszedł do okna i
spojrzał na panoramę Warszawy. – Ona nie jest w stanie czegoś takiego wybaczyć…
nikt by nie był.
- Ale mimo to nie możesz się tak po prostu poddać
– przekonywał. – Ponoć rozmawialiście dzisiaj. Co jej powiedziałeś?
- Powiedziałem… że nie chciałem żeby odchodziła z
firmy, bo chciałem mieć jakieś pojęcie o tym co się z nią dzieje. Dlatego, że
nie chciałem żeby musiała zwalniać się z pracy bo wiem, że jej zależy na tej
robocie. I… że ją kocham. – Ostatnie słowa powiedział dużo ciszej.
- I ona mimo tego, że wyznałeś jej miłość nie
wybaczyła ci?
- Sebastian, ona usłyszała ode mnie ostatnio tyle
obietnic, zapewnień, czułych słówek, a wszystko to okazało się kłamstwem. Takie
jedno „kocham cię” może być po prostu jednym z kolejnych bzdur. A przynajmniej
ona tak myśli. Nie chcę jej męczyć.
- Nie męczysz jej. Starasz się tylko. Słuchaj
Marek. Spróbuj z nią porozmawiać.
- Ciekawe jak? Ona nie chce mnie słuchać, nie
chce mnie znać!
- Skąd wiesz? To, że tak mówi wcale nie znaczy,
że tak czuje.
Spojrzał na Sebastiana w zamyśleniu przetrawiając
jego słowa. Może miał rację? Może faktycznie powinien spróbować jeszcze raz?
Nigdy więcej
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham
nie będziemy razem
tyle naszych
nie spełnionych marzeń,
nigdy więcej
nie usłyszysz kocham
nie usłyszysz
jak przez Ciebie szlocham
Marek z duszą na ramieniu wszedł do firmy.
Postanowił posłuchać Sebastiana. Spróbuje jeszcze raz, tym razem naprawdę ostatni.
Jeśli znowu go odrzuci to tym razem posłucha. Da jej spokój. Chociaż wiedział,
że jeśli odejdzie to będzie cierpiał, tęsknił i myślał o niej nieustannie, to
chciał żeby ona była szczęśliwa… a skoro twierdzi, że szczęśliwa będzie dopiero
wtedy gdy on usunie się z jej życia, to zrobi to. Podszedł do drzwi jej
gabinetu i zapukał. Po usłyszeniu zaproszenia uchylił drzwi i niepewnie wsunął
się do środka. Ula stała odwrócona do niego tyłem i wyglądała przez okno.
- Cześć – odezwał się cicho. Walczył z pokusą
żeby nie podejść do niej teraz i nie pocałować jej. Odwróciła się gwałtownie na
dźwięk jego głosu.
- O co chodzi? – zapytała chłodno, ale miał
wrażenie, że czuła się podobnie do niego.
- Przemyślałaś to co ci wczoraj powiedziałem?
Spuściła wzrok i westchnęła cicho. Myślała o jego
wyznaniu bardzo dużo i chociaż chciała mu uwierzyć, to bała się mu zaufać. Tak
było prościej. Nie musiała martwić się, że ponownie ją oszukuje, bo zakłada z
góry, że kłamie przez cały czas.
- Myślałam – potwierdziła. Spojrzał na nią
pytająco. – I mogę ci znowu powiedzieć to samo co wczoraj. Nie wybaczę ci.
Westchnął spuszczając wzrok. Wydał jej się tak
smutny, że wręcz miała ochotę go przytulić. Mimo wszystko go kochała, ale nie
chciała się do tego przyznać za nic. Nie chciała jego obecności w swoim życiu –
a przynajmniej wmawiała to sobie – bo bała się, że znowu ją oszuka. Wolała już
być sama, niż nieustannie się bać.
- No dobrze… – Usłyszała jego głos. – Gdybyś jednak
zmieniła zdanie…
- Nie zmienię – przerwała mu szybko.
Podszedł do jej biurka. – Mimo wszystko… Ula,
wiem, że to nic nie zmieni i, że już to mówiłem, ale… koch…
- Przestań! – krzyknęła. – Po prostu daj mi
spokój i zniknij z mojego życia raz na zawsze. Nie chcę cię znać.
Wish I never would've said it's over
And I can't pretend... I won't think about you when I'm older
Cause we never really had our closure
This can't be the end
And I can't pretend... I won't think about you when I'm older
Cause we never really had our closure
This can't be the end
(Łóżko, na którym leże staje się zimne
Chciałbym, żeby nigdy nie powiedziano, że to koniec
I nie mogę udawać, że nie będę myślał o Tobie, gdy będę starszy
Bo my nigdy naprawdę nie mieliśmy swojej ścieżki,
To nie może być koniec)
Chciałbym, żeby nigdy nie powiedziano, że to koniec
I nie mogę udawać, że nie będę myślał o Tobie, gdy będę starszy
Bo my nigdy naprawdę nie mieliśmy swojej ścieżki,
To nie może być koniec)
Sebastian przyglądał się swojemu przyjacielowi,
który desperacko wyrzucał wszystkie swoje ubrania z szafy. Patrzył na niego z
nieukrywanym zdziwieniem. Domyślał się, że Marek chce się wyładować, ale
znalazł sobie na to niezbyt skuteczny sposób. Według Olszańskiego najlepszym
sposobem było wyjście do klubu, albo chociaż sport.
- Powodzenia w późniejszym sprzątaniu –
zażartował. – Już sobie ulżyłeś, to może to pochowaj? – zaproponował gdy Marek
oparł się o ścianę przymykając oczy.
- Pomożesz mi, czy tylko będziesz się gapił?
- W czym mam ci pomóc? W składaniu ubrać? Marek,
mama chyba nauczyła cię sprzątać po sobie.
Dobrzański obrzucił go zirytowanym spojrzeniem.
Sebastian wcale mu nic nie ułatwiał. Długi czas podejmował decyzję co ma teraz
zrobić. Ula kazała mu zniknąć ze swojego życia. A skoro tak… - Pomóż mi się
pakować.
- Wyprowadzasz się? Znalazłeś jakąś kawalerkę,
czy co?
- Sebastian, nie ułatwiasz mi – stwierdził z
westchnieniem. – Wyjeżdżam z Warszawy. Nie pytaj kiedy wrócę, bo nie mam
pojęcia. Za rok, dwa… nie wiem.
Czuł się beznadziejnie. Nie chciał tego robić,
ale skoro ma dać jej spokój to musi się odizolować. Ułożyć sobie życie na nowo.
Wiedział, że nigdy już nikogo nie pokocha, a na pewno nie tak jak Ulę, ale
skoro spieprzył to, to teraz musiał dostać za swoje.
- Co ty gadasz? – zdziwił się.
- Seba, muszę odpocząć, odizolować się, tak? Nic
nie mogę już zrobić. Chodzę, proszę, błagam, a to nic nie daje, nic! Ona nie
chce mnie znać, a ja nie będę jej tego utrudniał. Poddaję się. To koniec.
Jason Walker – Down
Jula – Nie zatrzymasz mnie
Hinder – Bether than me