piątek, 3 sierpnia 2012

13. Zakład (i informacja)


Zakład
Rozdział XIII

Ula weszła do firmy z lekkim uśmiechem na ustach. Przywitała się w recepcji z Anią, a następnie powędrowała do sekretariatu przy gabinecie dyrektora do spraw promocji. Zaśmiała się cicho widząc jak zwykle „zapracowaną” Violettę.
- Znalazłaś coś ciekawego? – zapytała uśmiechając się do przyjaciółki. Blondynka podskoczyła i odwróciła się.
- Ulka, ale żeś mnie przestraszyła, dasz wiarę? No znalazłam taką fajną sukienkę, wyślę ci na maila, okej? – zapytała i nie czekając na odpowiedź mówiła dalej. – A ty pewnie do Marka! Jest u siebie.
- Okej.
Zapukała i weszła do gabinetu Dobrzańskiego. Uśmiechnął się do niej. Od czterech dni byli razem oficjalnie. Jednak tylko on i Sebastian wiedzieli, że długo taki stan rzeczy trwać nie będzie. Chyba, że coś ulegnie zmianie, ale takich komplikacji nie przewidywał.
- Cześć. – Podszedł i pocałował ją na przywitanie. – Mam dla ciebie pewną propozycję.
- Propozycję? – powtórzyła zaskoczona. Pokiwał głową. Posadził ją na swoim fotelu i otworzył laptopa. Wszedł na jakąś stronę internetową i pokazał jej. – Domek wypoczynkowy, mazury – przeczytała. Uśmiechnęła się lekko.
- Co ty na to? Upał jest niemiłosierny, poza tym oboje ostatnio mieliśmy dużo do roboty, przyda nam się odpoczynek, zregenerowanie sił.
Uśmiechnął się do niej zachęcająco. To była chyba jak na razie jedyna rzecz, której nie zrobił zgodnie z sugestiami Sebastiana. Olszański twierdził, że najlepiej będzie zabrać ją na randkę do restauracji w jakimś hotelu, upić ją, a potem udać się do wynajętego wcześniej pokoju. Marek wątpił jednak, żeby Ula zgodziła się na coś takiego. Znał ją trochę. Ona zapewne wolałaby właśnie jakiś romantyczny wyjazd, domek, łódka, lasek, jeziorko, ukochany… Miał wyrzuty sumienia, że chce to zrobić. Wiedział, że kocha go naprawdę, szczerze i bezwarunkowo. Ufa mu jak nikomu innemu. Wierzy, że jej nie skrzywdzi. Powinna trzymać się od niego z daleka. Wiedział, że bardzo ją to wszystko skrzywdzi, że będzie cierpieć. Jednak mimo to, robił to.
- Zastanowię się, okej? – odparła. – Zobaczę czy uda mi się pozamykać wszystkie sprawy i porozmawiam jeszcze z tatą.
- No dobrze – zgodził się. – Wyjeżdżalibyśmy w sobotę.
Pokiwała głową, po czym wyszła z jego gabinetu. Pożegnała się jeszcze z Violettą, po czym udała się do siebie. W gabinecie postanowiła zabrać się do roboty. Sobota była już za trzy dni, jeśli faktycznie chciała jechać z Markiem, musiała się spiąć i wszystko skończyć.
***
Marek po wyjściu Uli z gabinetu siedział wpatrując się beznamiętnie w drzwi. Pierwszy raz czuł wyrzuty sumienia, spowodowane okłamywaniem jakiejś dziewczyny. Do Uli nie żywił cieplejszych uczuć – tego był pewien. Bo inaczej cieszyłby się na spotkania z nią bardziej niż z innymi ludźmi, randki by sprawiały mu przyjemność, a żadnych takich objawów u siebie nie zauważył. Po prostu poznał ją, wiedział jaka jest, że jest wartościową dziewczyną i, że zasługuje na prawdziwą miłość – czuł więc wyrzuty sumienia, że ją rani. Ale teraz już nawet nie mógł się wycofać, bo niby jak? Po tym jak spędzą wspólną noc to raczej już będzie musiał, ale teraz jeszcze trochę powinien ją pourabiać. Westchnął ciężko. Po chwili do jego gabinetu wszedł Sebastian.
Pewnie ma kolejne genialne pomysły – zironizował w myślach.
- Cześć stary. Co jest? – rzucił na przywitanie.
- Jak tam z Ulką? Randka?
Marek wywrócił oczami. – Nie Seba, nie mam zamiaru upijać jej i wykorzystywać – odparł. – Wyjeżdżamy na weekend.
- No rozumiem, romantyczny weekend we dwoje… ty jesteś pewien, że się nie zakochałeś?
- Seba! – warknął. – Oczywiście, że nie. Po prostu ją polubiłem i tyle. To wszystkie durne pytania? Bo jeśli tak, to chciałbym popracować.
Spojrzał na kumpla wzrokiem mówiącym, że powinien już iść. Nie opierał się za bardzo i po chwili Marek został sam w gabinecie. Chciał przemyśleć sytuację w której się znalazł i jak to dalej pociągnąć. W końcu romansu dłużej niż jakieś cztery dni już nie pociągnie, po weekendzie zrobi coś żeby zerwać z Ulą. Gdyby był prezesem, lub gdyby Ula była jego asystentką byłoby o wiele prościej. Wystarczyłoby wręczyć wymówienie. A teraz… mógł mieć jedynie nadzieję, że odejdzie sama lub, że jakoś rozejdzie się po kościach. Po kilku godzinach pracy postanowił udać się do Uli. Chciał zapytać jaką podjęła decyzję. Zapukał i wszedł do jej gabinetu. Zauważyła go od razu i uśmiechnęła się wesoło.
- Hej – rzucił. – Myślałaś nad moją propozycją?
- Myślałam – odparła. – I jestem skłonna się zgodzić. Jeszcze tylko porozmawiam z tatą.
Pokiwał głową. Podszedł do niej i pocałował lekko. Nie przejmował się, że ktoś może ich zobaczyć, w końcu teraz oficjalnie byli razem… i miał przez to wyrzuty sumienia. Jeszcze nigdy nie czuł się aż tak źle z powodu, że okłamuje kolejną naiwną dziewczynę. Odczuwał takie coś tylko przy Uli.
***
Trzy dni dzielące ich od soboty minęły bardzo szybko. Ula była szczęśliwa z powodu wyjazdu, Marek niekoniecznie. Nadal dręczyły go wyrzuty sumienia. Teraz jednak nie mógł już się wycofać. Dwa dni, a potem… potem zerwie z Ulką. Pokręcił głową. Ten romans był trudniejszy niż mógłby przypuszczać. Wrzucił spakowaną torbę Uli do bagażnika obok swojej. Wsiadł do samochodu i uśmiechnął się wesoło do dziewczyny.
- To co? Gotowa na długo wyczekiwany urlop?
- Gotowa – odparła z uśmiechem. Odpalił silnik i ruszyli. Marek cały czas zastanawiał się jak ten wyjazd ma wyglądać. Będą tam jako zakochani, chociaż on wcale jej nie kochał… Zaklął w myślach. Wszystko przez ten zakład i chore pomysły Sebastiana. Gdyby tylko nie dał się im ponieść… Zrobił błąd – teraz już to wiedział. Ale już nie sposób było się z tego wycofać. Teraz już nie było możliwości żeby nie zranić Uli w takim stopniu. Była pierwszą dziewczyną, która sprawiała, że miał wyrzuty sumienia. To zdecydowanie nie był dobry objaw. W końcu on nigdy nie żałował tego co robił. Miał zamiar zabawić się w życiu i niczego nie żałować. A teraz żałował.
Po jakimś czasie dojechali na miejsce. Otworzył Uli drzwi i podał jej rękę pomagając wysiąść. Zaobserwował jej uśmiech. Okolica rzeczywiście była bajkowa. Wręczył Uli kluczyki żeby otworzyła domek a on udał się po ich torby. Wniósł je do domu bez większego problemu – bądź co bądź na dwa dni nie potrzebowali jakichś gigantycznych bagaży.
- To na co masz teraz ochotę? Rekonesans terenu, łódka, kajak, czy może leniuchowanie?
- Chodźmy może nad wodę.
Zgodził się. Złapał Ulę za rękę i powędrowali nad jezioro. Nie było jeszcze sezonu, więc ludzi nie było zbyt dużo. Usiedli na pomoście mocząc nogi w jeziorze. Pogoda była przednia. Słońce przygrzewało a delikatny wiaterek sprawiał, że nie było duszno. Idealna na urlopy.
Ula zagłębiła się w rozmyślaniach. Była szczęśliwa jak nigdy. Marek ją kocha – w końcu gdyby tak nie było nie zerwałby z Paulą i nie ujawniłby ich związku. Nigdy nie sądziło, że jej marzenie może się spełnić – że Marek ją pokocha. W końcu znany był ze swoich przelotnych romansów. Pewnie miałaby jakieś wątpliwości, gdyby nie to, że tym razem nie skończyło się na obietnicach zerwania z Pauliną. W końcu gdyby nie kochał to by nie zerwał z Paulą, a romans z Ulą zakończyłby dość szybko, zaraz po dojściu do celu. Jej rozmyślania przerwał dzwonek telefonu Marka.
- Przepraszam cię, zapomniałem wyciszyć. – Spojrzał na wyświetlacz. Sebastian. – Tylko ten jeden, okej?
Kiwnęła głową. Uśmiechnął się do niej i odszedł na stronę żeby odebrać. Wiedział o czym chciał rozmawiać Olszański, a wolał nie poruszać tego tematu przy Ulce.
- Halo?
- No cześć stary. Jak tam? Miłość kwitnie? – dogryzł mu.
- Daruj sobie – warknął. – Nic nie kwitnie, a przynajmniej nie u mnie. Mam wyrzuty sumienia.
- Żartujesz sobie? Ty i wyrzuty sumienia?  Marek, wszystko idzie w jak najlepszym kierunku. Po tym weekendzie wrócicie i zerwiesz z Ulą.
- Wiem co mam robić. Po prostu nie chcę… - Odszedł kilka kroków dalej, dla pewności, że Ula go nie słyszy. – Nie chcę jej okłamywać. W końcu jej nie kocham.
- Pewnie, że nie. Masz tylko sprawiać takie wrażenie. Ula nadal tam jest, więc pewnie ci wychodzi.
- Wiesz co Seba, nie chce mi się gadać. W ogóle nie pomagasz. Na razie.
Rozłączył się. Przybrał na twarz przekonujący uśmiech i wrócił do Uli siedzącej nadal na moście. Usiadł obok niej i pocałował ją.
- Przepraszam, musiałem odebrać – usprawiedliwił się. Wyciszył telefon. – Już nie będzie nam przeszkadzał.
- Ktoś z pracy?
- Nie, Sebastian pytał, czy już dojechaliśmy – skłamał. – I życzył nam dobrej zabawy. – Uśmiechnął się do niej i objął ją przytulając do siebie. Oparła się o jego ramię. Westchnął cicho wpatrując się w jezioro. W dalszym ciągu nie wiedział co powinien zrobić żeby pozbyć się wyrzutów sumienia. Chciał jakoś się z tego wyplątać tak, żeby jak najmniej zranić Ulę. A jedynym sposobem na to było… przegrać zakład.

Informacja!
Kochani, wyjeżdżam na małe wakacje. Internetu nie będę tam miała, więc kolejna notka pojawi się najszybciej w dzień mojego powrotu, czyli 12 sierpnia późnym wieczorem. Istnieje jednak możliwość, że będę zbyt śpiąca. Wtedy wstawię notkę w poniedziałek 13 J Pozdrawiam i do napisania :*