środa, 11 lipca 2012

Miniaturka


Nie wiem co mnie naszło, że napisałam tą mini. O drugiej w nocy mam zdecydowanie dziwne pomysły...

"Całkiem jak Kopciuszek"

Zawsze to samo. Zawsze, gdy wszystko było dobrze, coś musiało się zepsuć. A w tym momencie zepsuła się rzecz bardzo ważna. Najważniejsza. Rzecz, na której planowała budować jakąś przyszłość. A rzeczą tą była miłość. Miłość Uli do Marka i, jak niedawno się łudziła, Marka do Uli. Ale nie było miłości Marka do Uli, nie. Marek Ulę lubił i szanował, ale nie była to miłość. To nie mogła być miłość. W co ona w ogóle wierzyła? Że taki facet może pokochać ją? Ulę Cieplak, biedną i na dodatek brzydką dziewczynę z podwarszawskiej wsi? Gdyby nie miał w tym swoich korzyści nawet by na nią nie spojrzał. A ona myślała sobie, że co? Że życie to jakiś pieprzony „Kopciuszek”? A ona na pewno była tą całą Cinderellą*? Ale życie to nie bajka! Nie, życie nigdy bajką nie było i nigdy bajką nie będzie, a przynajmniej nie dla niej. A już na pewno nie „Kopciuszkiem”. Przecież w tej bajce książę zakochał się w tej dziewczynie po jednym tańcu! To było takie absurdalne, wręcz niemożliwe! A to zakładanie bucika? Prychnęła. Przecież tyle dziewcząt miało taki sam rozmiar buta… czy tam biustu, jak wołałby Marek. Nie, życie zdecydowanie „Kopciuszkiem” nie było. Może gdyby znalazła się jakaś dobra wróżka, która pomachałaby kilka razy różdżką i powiedziałaby kilka dziwnych słów zamieniając ją tym samym w piękność… Ale nie, stop! Przecież ona nie chciała żeby Marek pokochał ją za to jak wyglądała, a za to jaka była. Uroda w końcu przemija. Czyli wychodzi na to, że skoro książę nie miał nawet dobrej okazji porozmawiać z Cinderellą a tylko sobie na nią popatrzył, to zakochał się w jej wyglądzie. No tak, to takie typowe… Zawsze pozostawała pod niezmiennym urokiem tej bajki. Wierzyła, że do niej los też może się uśmiechnąć. Nie przewidziała tylko, że co jak co, ale uroda to na pewno nie był jej mocny punkt. Przecież, spojrzała w lustro, ona na pewno nie była ładną dziewczyną w brzydkich ubraniach. Poza tym, no tak… przecież gdy popatrzyło się na Kopciuszka nawet w tych jej nieładnych ubraniach to było widać, że jest ładna. Po niej na pewno widać tego nie było. Żeby ona była ładna to chyba faktycznie potrzeba by jakiejś czarodziejki, bo kto inny mógłby poprawić jej wygląd? To było fizycznie niemożliwe.
***
W tym czasie, gdy Ula porównywała się do Kopciuszka, Marek siedział w swoim mieszkaniu zadręczając się. Czuł się… nie, na pewno nie jak bajkowa postać. Chyba, że jak ten... no jak mu tam. Herkules. Tak, czuł się jak Herkules. Ale bynajmniej nie jak heros, bo do tego mu trochę brakowało, między innymi muskulatury. Czuł się jak Herkules po odejściu Megary. Chociaż tutaj to on był tym złym i okłamywał. Pokręcił głową. Co go wzięło na porównywanie się do bohaterów jakichś bajek dla dzieci? Przecież życie to nie bajka. A na pewno nie to jego życie. Bo w jakiej bajce główny bohater mógłby tak okłamać dziewczynę, która go kochała? A w jakiej bajce nie byłoby szczęśliwego zakończenia? Przecież wszystkie bajki zawsze kończyły się tymi samymi słowami. I żyli długo i szczęśliwie. I głównie to odróżniało je od normalnego życia. Swoje życie od poznania Uli mógł porównywać jedynie do „Kopciuszka”. Biedna dziewczyna idzie na bal… A tutaj biedna dziewczyna idzie do pracy… tak żeby było nowocześniej. Potem książę się w niej zakochuje, ale bynajmniej nie jak była piękna, a jak jest Kopciuszkiem właśnie. Bo Ula niewątpliwie była piękna, mógł zobaczyć ją bez tej jej niemodnej „powłoki”. Ale zakochał się w niej gdy jeszcze o tym nie wiedział. A potem uciekła, jednak nie z powodu północy, a wolałby chyba gdyby faktycznie uciekła z tak trywialnego powodu. Na pewno porównywać się do księcia z Kopciuszka nie mógł. On był dobry, Marek raczej nie. Wyrzucił te myśli ze swojej głowy. Nie wiedział co mu się stało, że nagle przypomniał sobie te wszystkie bajki. A na dodatek zaczął się do nich porównywać. A przecież życie to nie bajka. Życie to komediodramat. A komediodramat to nie bajka.
***
No i cóż z tego, że życie to nie bajka, a komediodramat? Marek wolał żeby w tym jego komediodramacie przeważyła jednak komedia niż dramat, więc z samego rana gdy tylko się obudził postanowił wybrać się do Rysiowa. Nie wiedział co ma zamiar zrobić. Niczego nie planował. W końcu jego plany zawsze okazywały się strzałem w stopę, stwierdził, mając na myśli plan oszukania Uli. Miał dziwnie dobry humor. Czuł, że wymyśli coś, co nie może się nie udać. A na dodatek miał wrażenie, że będzie to coś niesamowicie… baśniowego. Pokręcił głową z lekkim uśmiechem. Takie przeczucia nie zdarzały się u niego zbyt często, więc postanowił im zaufać. Po jakimś czasie wysiadał z samochodu pod domem Uli. Zastanawiał się co dalej, co ma zrobić jak ją zobaczy? Miał przeczucie, że będzie miał taki wspaniały pomysł, a tymczasem nic nie przychodziło mu do głowy. Powoli godząc się z porażką zbliżał się do drzwi. Nagle zauważył… buty. Zwykłe niebieskie balerinki należące do Uli. Zdziwił się sam sobie, że zwrócił uwagę na taki szczegół. Nagle przypomniał sobie, swoje wczorajsze rozmyślania. Pomyślał, że najbardziej pasują do Kopciuszka.  Miał ochotę roześmiać się z pomysłu, który zakiełkował mu w głowie, a potem dalej robić swoje, ale… czy to faktycznie nie mógł być dobry pomysł? Co prawda pan Józef mógłby spojrzeć na niego jak na idiotę, jedynie Beti mogłaby potraktować to jako wspaniałą zabawę, ale gdyby wyjaśnił o co chodzi… Pokręcił głową z uśmiechem. To był naprawdę oryginalny pomysł na pogodzenie się, ale miał również nadzieję, że trafny. Zastanowił się jeszcze chwilę po czym wziął but Uli do ręki, nadal w duchu śmiejąc się z samego siebie. On w roli księcia? Kompletnie jak książę się nie czuł, ale jeśli dzięki udawaniu pogodzi się z Ulą, to może być nawet błaznem. Zapukał do drzwi modląc się żeby otworzyła Beatka. Po chwili mała faktycznie stanęła przed Markiem.
- Cześć Beatko.
- Dzień dobry panie Marku – odparła grzecznie. – Pan do Ulci?
- Tak, ale nie wołaj jej – poprosił. – Beti… choć na chwilę, co?
Usiadł na schodach przy ganku, a dziewczynka po chwili zajęła miejsce obok niego. Marek Beatce mógł wytłumaczyć swój pomysł nie czując się przy tym jak kompletny idiota, bo mała stwierdzi, że to doskonała zabawa. Potem będzie gorzej, bo jeśli jego chory pomysł ma się udać, będzie musiał wtajemniczyć także Józefa. Miał nadzieję, że Ula nie powiedziała mu jeszcze o ich kłótni.
- Słuchaj, znasz taką bajkę „Kopciuszek”? – zapytał.
- Tak. Ulcia często czyta mi ją na dobranoc, to jest jej i moja ulubiona bajka.
Uśmiechnął się. Skro była to ulubiona baśń Ulki to było jeszcze więcej szans na to, że się uda.
- A co byś powiedziała na taką małą zabawę? Ja byłbym księciem. Ula byłaby kopciuszkiem. Twój tata byłby… no może nie macochą – parsknął śmiechem na tą wizję. – Byłby po prostu waszym tatą – stwierdził nie mogąc znaleźć lepszej roli.
- A ja?
- A ty Beti byłabyś siostrą Kopciuszka. Przymierzyłbym ci pantofelek, ale byłby za duży. Co ty na to?
- Fajnie – stwierdziła ożywiona. – Chodź, powiemy tacie. A Ulcia nic nie może wiedzieć nie? W końcu w tej bajce macocha zamknęła Kopciuszka  w jej pokoju żeby książę nie mógł przymierzyć jej pantofelka, ale pomogły jej myszki! – Przypomniała. Marek uśmiechnął się. Cieszył się, że Beti nie zechce powiedzieć Ulce o tym pomyśle, bo to mogłoby nie skończyć się jej przychylną reakcją. A tak… poczekają aż te myszki dadzą jej kluczyk, skoro Beatka tak twierdzi.
- Masz rację Beti. Dzień dobry panie Józefie – przywitał się wchodząc do kuchni.
- O, dzień dobry panie Marku – odparł. – Co pana sprowadza?
- Pewien… dość dziwny pomysł – zaśmiał się. – Już tłumaczę. Beatka, pójdziesz po jakąś poduszeczkę do pantofelka? – Puścił małej oczko. Nie chciał żeby przeszkadzała im podczas rozmowy. Dziewczynka wybrała się na poszukiwania, a on postanowił szybko powiedzieć Józefowi w czym rzecz. – Wczoraj pokłóciliśmy się z Ulą. Znaczy… okłamywałem ją cały czas, ale w trakcie tego wszystkiego zorientowałem się, że ją kocham. Chcę ją przeprosić. I dlatego też przyszedł mi pomysł z tym całym Kopciuszkiem – zaśmiał się. – Ula byłaby oczywiście Kopciuszkiem, Beti siostrą, a pan… cóż… kimś na kształt macochy.
Józef także nie ukrywał rozbawienia pomysłem Marka. Lubił tego młodego człowieka i był pewien, że faktycznie kocha jego córkę. Skoro tak powiedział a teraz jeszcze ma zamiar urządzać taką inscenizację to chyba nie mogło być inaczej.
- Pomysł dość oryginalny, no ale niech będzie. Mogę nadzorować to pana przymierzanie „pantofelka”.
Marek uśmiechnął się do Cieplaka. – Dziękuję panie Józefie. W takim razie chodźmy. Beti pewnie już czeka na zabawę.
Ruszyli do salonu gdzie Beatka była już gotowa. – No dobrze, to zaczynajmy – zaśmiał się Marek. Nie pamiętał kwestii z bajki więc postanowił improwizować. – Czy ma pan może jakieś córki na wydaniu? – zapytał Marek Józefa powstrzymując chichot.
- Oczywiście mam. To jest moja córka Beata. Beatko książę chce przymierzyć ci pantofelek – dodał do córki. Beti z uśmiechem podeszła do Marka i usiadła na krześle. Marek wsunął jej balerinę Uli na jej stópkę. Chwilę tam trwała, ale po chwili zsunęła się z łoskotem na ziemię.
- No niestety – odezwał się. – Bucik jest na panienkę za mały. Czy to aby na pewno wszystkie dziewczęta w tym domu? – zapytał Marek Józefa.
- Tak, wszystkie – odparł. – Odprowadzę waszą królewską mość do drzwi.
Niemal w tym samym momencie ze swojego pokoju wyszła zaspana Ula. Pewnie obudziły ją rozmowy. Marek uśmiechnął się rozczulony na jej widok. Nieco potargane włosy, zaspane oczy i piżama z niedźwiadkiem. Wyglądała jak mała urocza dziewczynka. Po chwili przypomniał sobie jednak o swojej roli.
- O, mówił pan, że nie ma więcej dziewcząt w tym domu.
- Ah, to tylko Kopciuszek, proszę nie zawracać sobie nią głowy.
Ula wpatrywała się w nich kompletnie nie rozumiejąc o co im chodzi. Mówią o niej? Więc dlaczego nazywają ją Kopciuszkiem? Przecież nie dalej jak wczoraj myślała, że, do kogo jak do kogo, ale do Kopciuszka jej brakuje dużo.
- Proszę pana, mój rozkaz wyraźnie mówi, że pantofelek mają przymierzyć wszystkie dziewczęta – odparł. Nie czekał na odpowiedź Józefa i odwrócił się do zaskoczonej Ulki. – Proszę, niech panienka usiądzie. Zaraz sprawdzimy…
- Marek, co ty wyrabiasz – syknęła. Nie miała zamiaru spełniać jego prośby.
- Przepraszam najmocniej, ale chyba mnie panienka z kimś pomyliła. Ja jestem księciem i właśnie szukam mojej ukochanej. Jeżdżę od rana i przymierzam ten bucik wszystkim dziewczętom w kraju.
Ula spojrzała na niego jak na niespełna rozumu. – Ty chyba nie mówisz poważnie.
- Śmiertelnie poważnie – odparł.
- Urszulo, zwracaj się do księcia z szacunkiem – włączył się do rozmowy Józef. Ula miała ochotę popukać się palcem w czoło.
- Nie będę przymierzać żadnego buta, Marek.
- Widzę, że panienka uparcie mnie z kimś myli… no trudno. Mogę być nawet i Markiem, jeżeli zechce panienka usiąść na krześle i dać mi przymierzyć czy pantofelek pasuje.
- Marek, dobrze się czujesz?
- Nie, umieram z tęsknoty – odparł. – Tęsknię za moją ukochaną, którą poznałem wczorajszej nocy na balu. Uciekła o północy nic mi nie tłumacząc, zgubiła tylko ten pantofelek. Dlatego też szukam jej.
- To na pewno nie byłam ja. Wczorajszej nocy nie byłam na żadnym balu.
Pokręcił bezradnie głową. – Z tego co mi wiadomo wszystkie dziewczęta na wydaniu były na balu. Moją ukochaną możesz być nawet ty, panienko. – Puścił jej oczko.
- Nie, na pewno nie jestem twoją ukochaną – odparła. – Tato, co to za wygłupy?
- Żadne wygłupy – odparł. – Książę chce przymierzyć ci pantofelek.
Ula pokręciła głową. Mając nadzieję, że to tylko zły sen i, że zaraz się obudzi usiadła na krześle. Zobaczyła radosny i nieco triumfalny uśmiech na twarzy Marka. Pokręciła głową z politowaniem. Cóż to za pomysł żeby bawić się w jakiegoś Kopciuszka. Ale zaraz… Zauważyła, że Marek trzyma w ręce jej balerinę. To znaczy, że będzie pasować. A jeśli będzie pasować…
Boże… w co ja się wpakowałam.
Marek ukucnął przed Ulą. Kobieta oparła się pokusie żeby nie kopnąć go w nos. Nadal była na niego wścieła za to jak ja okłamywał. Poczuła, że „książę” wsuwa jej „pantofelek” na stopę.
- Pasuje – stwierdził Marek. – Wręcz idealnie.
- Fajnie. Ale dużo dziewcząt ma taki sam rozmiar buta… - Ula nagle zorientowała się, że niespodziewanie zniknął jej tata, a także i Beatka. W salonie została już tylko z księciem… znaczy z Markiem.
- Oczywiście, że tak – zgodził się bez wahania. Teraz byli sami, mógł dalej ciągnąć zabawę, ale nieco zmienić jej scenariusz , Beti się nie przyczepi bo nie będzie o niczym wiedziała. – Ale podczas tańca na wczorajszym balu patrzyłem mojej ukochanej w oczy. I pamiętam, że miała prześliczne oczy w kolorze lapsis lazuli. A widzę właśnie w oczach panienki taką barwę. Pamiętam także, że pod wpływem pochlebstw uroczo się rumieni. A ty również pięknie się rumienisz – powiedział zapominając pod koniec o formie „panienka”.
- Skąd wiesz, że się rumienię?
- Widzę – odparł po prostu. – Pamiętam również jej głos. I nigdy tego dźwięku nie zapomnę. A ty, moja rozmówczyni, masz właśnie tą samą barwę głosu. Wszystko się zgadza. A więc to właśnie ty jesteś tą, którą pokochałem.
Ula wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Pokochał? Ale jak to?
- Jestem pewien, że to ty tańczyłaś ze mną wczorajszej nocy, prawda?
Wzruszyła ramionami. Marek uśmiechnął się lekko.
- Mam pewien niepodważalny dowód, że to właśnie ciebie pokochałem. Na ganku widziałem drugi pantofelek. Identyczny. Twój, prawda?
- Tak – odparła z rezygnacją.
Uśmiechnął się widząc, że Ula przestała się kłócić. Wstał z klęczek i wyciągnął w stronę Uli rękę. Odruchowo mu ją podała. Pomógł jej wstać. – I ta bajka może zakończyć się słowami i żyli długo i szczęśliwie.
- Życie to nie bajka.
- Ale można zrobić wszystko żeby ją przypominało. Ula… - Nagle przestał udawać księcia. Był Markiem Dobrzańskim, prezesem i facetem szaleńczo zakochanym w dziewczynie stojącej naprzeciwko niego. – Ja ciebie naprawdę kocham. Nie wiem co mam jeszcze zrobić żebyś mi uwierzyła.
-  Pocałuj mnie – odparła po prostu.
Wpatrywał się w nią zdziwiony. – Słucham? – zapytał jakby nie wierząc w to co słyszy.
- Pocałuj mnie. Pod koniec Kopciuszka był pocałunek. No chyba, że nie chcesz…
Nie dał jej nic więcej powiedzieć i wtulił się zachłannie w jej usta. Po chwili zaczęli całować się wolno, niemal leniwie.
- Kocham cię – powtórzył po raz kolejny patrząc jej w oczy.
- Wiem. Ja ciebie też kocham – odparła z uśmiechem. Nagle w jej oczach zabłysł wesoły ognik. – Też mi się książę znalazł.
- No, może księciem najlepszym nie jestem, ale za to ty będziesz najwspanialszą księżniczką. Moją ukochaną księżniczką.
I żyli długo i szczęśliwie.    

 *Cinderella to imię Kopciuszka.